Blog trwale współgra z moim profilem na Filmwebie pod nickiem Ewielina
Blog > Komentarze do wpisu

"Dom zły" Wojciech Smarzowski

dom zły

Smarzowski to reżyser, którego nazwisko wywołuje wiele kontrowersji. Każdą premierę jego filmu poprzedza burza internetowych opinii i komentarzy. Wkrótce do kin trafi nowe dzieło Smarzowskiego "Pod Mocnym Aniołem". Kiedy przeglądałam spostrzeżenia internautów co do zwiastuna nowego filmu, natrafiłam na komentarz pewnej osoby, która stwierdziła, że reżyser robi nam, Polakom ogromny wstyd przedstawiając jako "zdegenerowany kraj dzikusów non stop urżniętych do nieprzytomności". A co jeśli to prawda? Polacy przy byle okazji albo i bez niej sięgają po butelkę wódki. Widać to kiedy się wyjdzie na ulicę, a szczególnie gdy pojedzie się na wieś. Wydarzenia z filmu "Dom zły" to czasy PRL i opierając się na opowieściach z tamtego okresu, uważam, że Smarzowski idealnie odtworzył polską wieś z lat 80. Również współcześnie na wsi spotyka się osoby, które mówią dokładnie tak jak Środoń lub Dziabas. Kiedy idzie się do wiejskiego sklepu widać wkoło stojących alkoholików mniej czy więcej napitych. Oglądając "Dom zły" usłyszałam komentarz "O i znowu piją! No, tak było wtedy!". Skoro to prawda, czemu filmy Smarzowskiego spotykają się z takim oburzeniem?

"Dom zły" jest właśnie taką prawdą. Intrygującą. Już w pierwszych minutach dostajemy szoku, jakby ktoś zdzielił nas po twarzy. Śmierć żony Środonia nagle wywołuje wiele emocji, żal, smutek, współczucie. Potem mamy okazję zapoznać się ze zwykłym życiem wiejskiej rodziny Dziabasów, których odwiedza Edward Środoń w celu schronienia przed deszczem. Gospodarz domu przyjmuje przybysza pod swój dach. Gość zostaje poczęstowany rosołem, kieliszkiem wódki. I w sumie nic nie byłoby w tym podejrzanego, gdyby owe wydarzenia nie były retrospekcją. Bo tymczasem po kilku latach w tym samym gospodarstwie toczy się śledztwo, które prowadzi porucznik Mróz oraz inni pijani milicjanci wplątani w korupcję i różne spiski. Choć dopiero pod koniec dowiadujemy się o szczegółach zbrodni, już na początku można przypuszczać, że wydarzenia sprzed lat były krwawe i okrutne. Z minuty na minutę napięcie rośnie coraz bardziej, a sprawa zdaje się być coraz bardziej zagmatwana. 

Chyba żaden reżyser nie umie stworzyć takiego klimatu jak Smarzowski. Przez cały seans nastrój utrzymuje się po obu stronach ekranu. Kiedy milicjanci tupią nogami na mrozie, widz czuje na łydkach powiew zimnego wiatru. Do tego idealnie pasująca muzyka Mikołaja Trzaski, która wzbudza grozę, niepokój, choć jest bardzo zminimalizowana i z pozoru prosta. I kolejny z elementów tworzących klimat-genialne operowanie kamerą. Kiedy film stawał się coraz bardziej obsesyjny, kamera natrętnie przeskakiwała z obrazu na obraz wywołując manię u widza. 

"Dom zły" to świetny pomysł i jeszcze lepsze wykonanie. Scenariusz jest idealnie dopracowany, okraszony wyjątkowo dobrym czarnym humorem. Dialogi są świetne i zostały świetnie przedstawione przez aktorów, którzy wydają się być stworzeni do ról z filmu. Jakubik, Dziędziel, Preis, Topa czy Lubos wykreowali swoje postacie w taki sposób, że nawet nie myślałam, ze któryś z nich mógłby popełnić jakąś gafę i wzbudzić we mnie zażenowanie. Całą fantastyczność dopełniają stroje i elementy gospodarstwa domowego jakby wyjęte z czasów PRL. Podsumowując "Dom zły" to pozytywnie przytłaczający film, o którym długo nie zapomnę, 9/10.

niedziela, 12 stycznia 2014, mrsewelina

Polecane wpisy